„Pięknych rzeczy nie trzeba dotykać” – Tadeusz Różewicz i London Literature Festival

IMG-20130526-00667

Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie,
Dwie tylko: poezja i dobroć… i nic więcej.

Cyprian Kamil Norwid

Jutro jest Dzień Matki. Nie pamiętam, czy w moim dzieciństwie był taki oficjalny urzędowy dzień… W moim dzieciństwie każdy dzień roku był dniem Matki.

Każdy poranek był dniem Matki. I południe, i wieczór, i noc.

Tadeusz Różewicz, „Matka odchodzi” (fragment)

Jakiś czas temu, podczas poszukiwania rozrywek, którymi mogłabym wypełnić cudownie odzyskany po egzaminach czas, natknęłam się na wydarzenie, które zaintrygowało mnie zarówno swoją tematyką, jak i nie do końca jasną formą. „Tadeusz Rożewicz. Mum, dad, I’m a poet” – głosił jeden z nagłówków na stronie London Literature Festival. Zapoznanie się z opisem bynajmniej nie okazywało się pomocne. Organizatorzy Festiwalu zachęcali potencjalną publiczność do wzięcia udziału w czymś, co enigmatycznie określane było jako „celebracja” wydania w języku angielskim książki Różewicza „Matka odchodzi” (laureatka nagrody Nike 2000). Dalej wymieniane były nazwiska tych, którzy ową celebrację mieli współtworzyć: Jan i Maria Peszek, Katy Carr, Tom Paulin, George Szirtes – przyznaję, że to właśnie obecność pierwszej dwójki wykonawców sprawiła, że postanowiłam przekonać się, w jaki sposób Londyn chce świętować wypuszczenie na rodzimy rynek pozycji określanej mianem najbardziej intymnej w całej karierze Poety.

Wiesz, Mamo, tylko Tobie mogę to powiedzieć na stare lata, mogę to powiedzieć, bo jestem już starszy od Ciebie… Nie śmiałem Ci tego powiedzieć za życia… Jestem poetą. Bałem się tego słowa, nigdy go nie powiedziałem Ojcu… Nie wiedziałem, czy się godzi coś takiego mówić.

Wchodziłem w świat poezji jak w światło, a teraz szykuję się do wyjścia, w ciemność… Przeszedłem piechotą krainę poezji, widziałem ją okiem ryby, kreta, ptaka, dziecka, mężczyzny i starca; dlaczego tak trudno wypowiedzieć te dwa słowa ”jestem poetą”; szuka się zastępczych słów żeby zakomunikować ten ”fakt” światu, Matce.

Oczywiście, Matka wie. O tym żeby coś takiego powiedzieć Ojcu nigdy nie myślałem… Nigdy też Ojcu nie powiedziałem ”Tato…Ojcze… jestem poetą”… Nie wiem, czy Ojciec zwróciłby uwagę na takie słowa… Byłby tak daleki… Że spytałby mnie (czytając gazetę, jedząc, ubierając się, czyszcząc buty…)
”Co tam (Tadziu) mówisz? ”… było to przecież jakieś ”głupstwo”.
”Co tam znowu?”… Nie mogłem przecież powtórzyć jeszcze raz głośniej ”Tato, Ojcze… jestem poetą”… Ojciec może by podniósł oczy znad talerza, znad gazety… Patrzy zdziwiony a może nie patrzy, tylko kiwa głową i mówi „Dobrze… Dobrze”, albo nic nie mówi.

Tadeusz Różewicz, „Matka odchodzi” (fragment)

„Matka odchodzi” to zbiór przemyśleń, wierszy i fragmentów dziennika Różewicza, w których zarejestrowane są przeżycia związane z powolnym umieraniem jego matki. Teksty te przeplatane są materiałami pochodzącymi ze zbiorów rodzinnych: pomiędzy kartki ze swoimi zapiskami Autor wkłada dwa fragmenty z matczynego pamiętnika, a także wspomnienia swojego brata, Stanisława, oraz młodzieńczy wiersz drugiego brata, zmarłego na wojnie Janusza. Pozycja stanowi odskocznię od powszechnie uznawanego za słuszny wizerunku poety: znika Różewicz-nihilista, drążący ideę zła „antypoeta”. Strona po stronie, odkrywamy po prostu syna – syna świadomego faktu, że wraz z odejściem matki na zawsze skończy się jego dzieciństwo, a bezpieczny świat rozpłynie się nieodwołalnie. Podkreślony jest fakt, że każdy, nawet największy samotnik, pochodzi „skądś” i „od kogoś”. Autor zdaje się próbować przypomnieć sobie jak najwięcej chwil spędzonych z matką i jak najszybciej przelać je na papier, nie tracąc przy tym swojej perspektywy postrzegania świata.

Któregoś dnia otwarłem drzwi i zobaczyłem w pokoju na stole wazon. Był podobny do wielkiego jajka. Gilzy nie zauważyłem, chyba o niej zapomniałem. Cały pokój był teraz wypełnionym wazonem. Zbliżyłem się do stołu, przyglądałem się wazonowi. Był biały. Od góry wypełniony światłem i prawie przezroczysty. Ale odwłok miał gruby, lśniący. Wyciągnąłem rękę. Usłyszałem kroki matki i opuściłem rękę. Matka zapytała z uśmiechem: „Teraz ładniej, prawda? Tylko go nie ruszaj, nie dotykaj! To jest wazon z porcelany. Bardzo drogi. Pewnie ojciec będzie się gniewał, że go kupiłam. Ale teraz jest w pokoju ładniej”. „A co w nim będzie? Kwiaty?” „Nie – powiedziała matka – on nie jest do kwiatów”. „A do czego?” „Do niczego. Jest piękny sam. Ma taki piękny kształt, że sam jest ozdobą. Tylko bardzo cię proszę, nie dotykaj”. „Dlaczego?” „Pięknych rzeczy nie trzeba dotykać” – powiedziała matka i wyszła.

Tadeusz Różewicz, „Matka odchodzi” (fragment)

Ten swoisty literacki patchwork, na który składa się książka, znalazł odzwierciedlenie w formie, w jakiej została ona zaprezentowana na Festiwalu. Po krótkim omówieniu literackiego dorobku Różewicza (w rolę komentatora twórczości Autora wcielił się George Szirtes, brytyjski poeta pochodzenia węgierskiego), na scenie pojawili się Maria i Jan Peszek, Katy Carr i Tom Paulin. Dobrani w polsko-angielskie pary (Jan Peszek-Tom Paulin, Maria Peszek-Katy Carr), artyści, każdy w swoim języku, czytali kolejne fragmenty dzieła, odkrywając przed publicznością dwa równoległe światy – chwiejny, burzliwy i pełen egzystencjalnych problemów świat Poety, oraz będącą ostoją spokoju i moralnego ładu rzeczywistość jego matki. Dwujęzyczna formuła prezentacji sprawiła, że zawarte w książce zapiski i poezja zyskały dodatkowy, lingwistyczny wymiar. Możliwość porównania czytanych bezpośrednio po sobie dwu wersji tych samego utworu – nie tylko warstwy słownej, ale także różnic w intonacji i akcentowaniu, a tym samym w wymowie emocjonalnej utworów – była niezwykle interesującym doświadczeniem. Prezentowane fragmenty przepleciono kawałkami filmu Krzysztofa Korwin-Piotrowskiego „Gliwickie lata Tadeusza Różewicza” (bardzo krótki fragment: http://www.youtube.com/watch?v=fN3B0kx0zfY), na którym zarejestrowano, między innymi, samego Różewicza wypowiadającego się na temat własnego życia i twórczości. Szczególnie utkwiła mi w pamięci anegdota o jego rozmowie z Kapuścińskim, podczas ktorej obydwaj panowie śmiali się, że jeden z nich zaczynał jako autor reportaży, a drugi jako poeta – tyle, że początkowo poetą był Kapuściński, a nie Różewicz. Jeśli chodzi o samych wykonawców, Maria i Jan Peszek zachwycali (choć przypuszczam, że w stosunku do tej dwójki mogę być po prostu niezdrowo bezkrytyczna), interpretacje Paulina i Carr były interesujące. Jedynym zgrzytem w przebiegu tego para-spektaklu było, moim zdaniem, zakończenie. W pewnym momencie Katy Carr po prostu wstała i zaśpiewała swoją piosenkę „Mała Little Flower”, co wprawiło publiczność w konsternację. Zdziwienie było jeszcze większe, kiedy okazało się, że to już koniec, że wszyscy czytający stoją w rzędzie i kłaniają się bijącym brawo przybyłym. Cóż, właściwie mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że, zważywszy na wcześniejszą formę i poprzedzające część główną wprowadzenie, zakończenia nie było wcale.

Było za to świetne rozpoczęcie, w którym, paradoksalnie, mogłabym doszukać się pointy całego widowiska. Mianowicie, nagraniem otwierającym całe spotkanie była wypowiedź Autora, która chyba stanowi podsumowanie jego stosunku do całej otoczki związanej z pisaniem: „moja twarz, proszę pana, teraz jest mało ważna”. Trudno się z nim nie zgodzić – okoliczności okolicznościami, festiwale festiwalami, zakończenia zakończeniami, ale to przecież o samą twórczość chodzi. Bo, parafrazując Norwida, z rzeczy tego świata zostaną tylko dwie: poezja utalentowanych i dobroć matek.

Kiedy matka odwróci oczy od swojego dziecka, dziecko zaczyna błądzić i ginie w świecie pozbawionym miłości i ciepła.

Tadeusz Różewicz, „Matka odchodzi” (fragment)

U.

Reklamy

One comment

  1. NaPewnoNieMaks · · Odpowiedz

    Dziwnym zbiegiem okoliczności również byłem na tym „odczycie.” Bardzo mi się podobał i również stwierdzam, że zakończenie było mierne. Osobiście nie bardzo podchodzi mi także Maria Peszek, ale nadrabiał to Tom Paulin swoim pięknym angielsko-szkockim akcentem. Na zakończenie proszę drogą autorkę ponownie o artykuł na temat „Kapitana Bomby.”

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: