„Zakochane oczy lśnią” – rzecz o Wojciechu Młynarskim

mlynarski_wojciechSą w  świecie muzyki takie utwory, które zdają się potwierdzać prawdziwość biblijnej sentencji głoszącej, że „na początku było Słowo” – utwory, które przenoszą większość uwagi słuchacza z warstwy muzycznej na tekst. A ten, jak wiadomo, może pełnić rolę różnoraką: może wprowadzać odbiorcę w podniosły nastrój, wzruszać, rozbawiać… Może też zaskakiwać trafnością doboru słów i pięknem języka – czyli, mówiąc w skrócie, może być tekstem „kulturalnie inteligentnym”.

Czym powinien charakteryzować się utwór, by zasłużyć na takie miano? Jak już wspomniałam, najważniejszy jest tekst, a tekst to zawsze dwa aspekty: treść i forma. Jeśli chodzi o pierwszy z nich – utwór powinien traktować o rzeczach codziennych, ale jednocześnie też zawierać w sobie pewien pierwiastek, który pokazywałby, że życie może być poetyckie nawet w swoim szarym, „zwykłym” wymiarze. Co do formy, niezbędne są bezpretensjonalność, dowcip, dystans i – nie zawsze, ale czasem – ironia. W skrócie, teksty, o których mowa, to celne obserwacje okraszone mocną puentą, wygłoszone z klasą i elegancją, a zapisane za pomocą bardzo lekkiego pióra – jeżeli wprowadzimy jeszcze jedno kryterium, mianowicie: że ma być to pióro trzymane przez dłoń męską, nieuchronnie dojdziemy do wniosku, że powyższa definicja to po prostu charakterystyka piosenek Wojciecha Młynarskiego.

Nie ma chyba nikogo, kto by nie znał jego twórczości. Młynarski to artysta, którego teksty są tak głęboko zakorzenione w szeroko pojętej kulturze popularnej, że potencjalnie mogłoby im grozić rozpłynięcie się w zbiorowej świadomości – fraza „jesteśmy na wczasach w tych góralskich lasach” stałaby się wtedy niczym innym, tylko kolejnym potocznym zwrotem, a nazwisko „Młynarski”, oczywiście z końcówką żeńską, kojarzone byłoby jedynie z telewizją. Na szczęście, wydaje się, że Wojciechowi Młynarskiemu nic takiego nie grozi. Urok jego twórczości nie słabnie, wręcz przeciwnie – piosenki wciąż przyciągają nowych wykonawców.

Jednym z przykładów takiego dobrze rozumianego recyklingu twórczości Młynarskiego jest płyta zespołu Raz Dwa Trzy z 2007 roku, będąca zapisem koncertu w Studiu im. Agnieszki Osieckiej. „Młynarski” to album z rodzaju tych, na których słabych utworów po prostu nie ma – co nie znaczy, że nie mam swoich faworytów. Jednym z nich jest na pewno oznaczona numerem siedem piosenka „Absolutnie” (http://w25.wrzuta.pl/audio/9xnObjMbQdi/?site=wrzuta.moje.pl), która w interpretacji Raz Dwa Trzy nabiera wymiaru niecierpliwie podróżniczego. Skojarzenia? Pociąg, autostop, książki Andrzeja Stasiuka i… Włóczykij, choć on akurat „do ludzi” nie gnał.

Spokojnego nie znam dnia,
Na czczo spalam pety dwa
I herbaty tak jak trza
Nie posłodzę.
Po asfalcie czy przez piach,
Gładko, czy po kocich łbach,
Taki mi się trafił fach,
Życie w drodze.

Uciekają rzędy drzew,
Twarz mi chłodzi wiatru wiew,
Świat uśmiecha się, psiakrew,
Bałamutnie,
A ja biorę gaz pod but,
raz na objazd, raz na skrót,
Byle dalej, byle w przód,
Absolutnie, absolutnie.
(…)

No a gdyby kiedy kto
Zadał mi pytanie to,
Co mnie nocą razy sto
Ze snu budzi,
Gdybym miał powiedzieć wam,
Dokąd gonię, dokąd gnam,
Ja odpowiedź jedną mam:
Gnam do ludzi.

Chagall, La Mariee

Chagall, La Mariee

Drugą propozycją z płyty, którą mogę zaklasyfikować jako szczególnie mi bliską, jest utwór „Tak, jak malował pan Chagall” (http://www.youtube.com/watch?v=FZ70gOAcW7E), do którego pierwotną muzykę napisał Leopold Kozłowski, legendarny „ostatni klezmer Galicji”. Oryginalna linia melodyczna jest, oczywiście, obecna w wykonaniu Raz Dwa Trzy, jednak w ich interpretacji brakuje dosłownych nawiązań do charakterystycznej muzyki klezmerskiej (powszechnych wśród innych artystów). Moim zdaniem, jest to ogromny plus – stanowi o oryginalności zespołu i pozwala zachować jego tożsamość.

A zakochane oczy lśnią
Otula się liliową mgłą
Zapomniany świat i płynie, płynie w dal
Z kogucim i baranim łbem
Na białej chmurze ginie, hen
Tak, jak malował pan Chagall

Reinterpretacja utworów Młynarskiego ma także i damskie oblicze. Usłyszeć je można na wydanej w 2010 roku płycie „Rebeka nie zejdzie dziś na kolację”, będącej efektem współpracy muzyków zebranych w ramach projektu Młynarski Plays Młynarski (Gaba Kulka, Jan Młynarski, Piotr Zabrodzki, Kuba Galiński, Marian Wróblewski, Wociech Traczyk i Manolo Alban Juarez). Pomysłodawca tego wspólnego grania, Jan Młynarski (notabene, syn Wojciecha), podkreślał, że prawie cały skład zespołu miał w głowie od samego początku – brakowało tylko wokalu, które spiąłby wszystko w całość. Wtedy zaproszono do współpracy Gabę Kulkę. Moim zdaniem, nikt nie poradziłby sobie lepiej. Powstałe aranżacje powalają na kolana – dzięki wokalowi Gaby, utwory nabierają świeżości i zupełnie nowej perspektywy. Niektóre wykonania zostały nawet przez Wojciecha Młynarskiego nazywane „przełomowymi”.

Sądzę, że jeśli chodzi o krążek „Rebeka nie zejdzie dziś na kolację”, uwagi warte jest wszystko, od oprawy graficznej po sam sposób nagrywania utworów. Piosenki zarejestrowano w studiu RecPublica w Lubrzy, gdzie muzycy na jakiś czas po prostu zamieszkali, praktycznie odcinając się od świata zewnętrznego. Wtedy zrodził się też pomysł na nazwę płyty, zainspirowany dość mrocznym klimatem samego miejsca, podobno przypominającym atmosferę rodem z horroru.

Nic więc dziwnego, że niektóre powstałe utwory przyprawiają o dreszcze. Taką piosenką jest na pewno „Ogrzej mnie” – http://www.youtube.com/watch?v=HvuhWWf0WIo), nagranie jednocześnie hipnotyczne i wprawiające słuchacza w stan niepokoju.

Ogrzej mnie,
Zażarta na ten świat niezgodo,
Z którą rozstałem się tak młodo
Powróć, ogrzej mnie!
Rozżarz mnie
Chwilo szaleństwa i radości
Mej tożsamości, niezmienności
Dowiedź – rozżarz mnie!

Mój świecie rozpal duszę moją aż do końca,
Mój świecie zamień duszę mą w cząsteczkę słońca,
Niech świeci w mroku, niech rozjaśnia dni parszywe
Chcę mieć gorączkę! Give me fever!

Dla kontrastu, piosenka „Podchodzą mnie wolne numery” (http://www.youtube.com/watch?v=C7cME096GEg) to portret człowieka permanentnie rozluźnionego i będącego na stałym rauszu. Niezmiennie bawi tekst, ale też samo wykonanie przez Gabę partii wokalnych. Swoboda, odwaga i umiejętności – to chyba te trzy składniki sprawiają, że Artystka jest uważana za jedną z najciekawszych postaci polskiej sceny muzycznej. Choć nawet i bez wokalu tej klasy aranżacja muzyczna byłaby wspaniała – perkusja „szura” zaiste „letko”, jak to życzył sobie w tekście podmiot liryczny.

Gdy sobie piwko golnę z rana w barze „Smakosz”,
To słowa lubię wolne i tonację takoż! Fara ra ra ra…

Na płycie nie brakuje też wzruszeń – zamykająca album „Szara kolęda” śpiewana przez Gabę wraz z Wojciechem Młynarskim (http://www.youtube.com/watch?v=8XQO7cRpffk) nie mieści się w ramach żadnego komentarza. Trzeba po prostu posłuchać.

Ta kolęda tak szara, jak twe oczy, jak chmury brzeg
Na podarek czeka wciąż z szarej chmury biały śnieg
Śnieg zamieni w biel szarość, zada sobie serdeczny trud
Zniknie pod nim lęk i żal, zniknie złość i serca chłód
Li li laj, zniknie złość i serca chłód

Pokochamy się znowu, wzajem darujemy noc win
Uraz niech nie chowa nikt, narodzony boży syn
Śnieg choć będzie się starać, lecz stopnieje w któryś tam świt
A kolędzie szarej znów będzie za nas trochę wstyd
Li li laj, będzie za nas trochę wstyd

Bo gdy ścichnie w nas radość, a dzież zwykły nadejdzie już
Wróci zimny oczu błysk, wróci złość i kłamstwa kurz
Więc kolęda tak szara jak miejskiego dnia chmurny wzrok
Czeka na odmianę serc, miłowanie cały rok
Li li laj, miłowanie cały rok

Niedawno miałam okazję rozmawiać z pewnym dziennikarzem, który twierdził, że w XXI wieku przepisem na przebój jest warstwa muzyczna utworu. Nie zwracamy już uwagi na słowa – jako przykład przytaczał piosenkę zespołu Foster The People „Pumped Up Kicks”, która, mimo tego, że porusza poważną problematykę (mówi o masakrze z udziałem broni w amerykańskich szkołach), jest w stanie porwać ludzi do tańca dzięki swojej melodii. Sądzę, że miał rację, ale tylko na skalę makro. W skali mikro, każdy ustala własne kryteria odnośnie tego, co sprawia, że dany utwór staje się mu bliski, że zawsze będzie jego osobistym evergreenem. Wciąż istnieje dość spora grupa ludzi, dla których tekst w utworu jest bardzo ważny, wciąż istnieją artyści, którzy temu tekstowi chcą nadawać nowe znaczenie – twórcy gotowi uznać, że wprawdzie Słowo było na początku, ale też świadomi tego, że ponad Słowem stoi zawsze ten, który nim włada. Szczególnie, jeśli włada nim tak, jak Wojciech Młynarski.

Ula

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: