O czym Słowacki mamusi donosił

Teraz, kochana Matko, będę Ci pisał wyjątki z mego dziennika – tylko nie zdradź Mama mego zaufania i nie dawaj czytać obcym tego listu.

 

Wszyscy to wiemy – Juliusz Słowacki żył w latach 1809-1849, tworzył w czasach galopującego romantyzmu, nie lubił Mickiewicza. Wieszcz, wielkim poetą był – Smutno mi Boże i Kordian. W listach do matki, wydanych dawno temu przez Ossolineum w Dziełach wybranych, widać jednak innego Słowackiego – takiego, co mamie donosił, ile w tym miesiącu wydał na koszule, zanurzonego w przyziemnych finansach i sprawach życia codziennego. Co prawda grał też na fortepianie, włóczył się po lasach i cmentarzach z Krasińskim, umierał z rozpaczy nad losami Polski – ale robił to w bardzo ludzki sposób, z dystansem do siebie i uszczypliwym humorem. Słowacki wychodzi ze skóry wieszcza – i jest po prostu smutnym, znerwicowanym człowiekiem. Tęskniącym, żalącym się, wciąż samotnym. Ze Słowackim, zdjętym ze szkolnego piedestału, można się utożsamić.

  
CODZIENNOŚĆ 

Gawędzę sobie z Tobą, Matko moja, jak gdybym siedział na Twojej kanwowej poduszce. Otóż opowiem Ci ważne w moim życiu zdarzenie. Jesień nadchodziła – lubię pasjami jesień, lepiej niż wszystkie pory roku – aż tu ból zęba napadł mię.
Słowacki dumny był, że nie płakał i ledwo krzyknął – mężnie ból wyrywania znosił.

Musiał też znosić znoje życia towarzyskiego – Anglików „doskonale nudnych” i natrętne wytworne panie, które obskakiwały go ze swoimi sztambuchami. Pisał: „Na koniec mam w sobie coś, co tak na ludzi działa, że nigdy ze mną spoufalić się nie mogą”.  Jednakże wcale o tę poufałość nie zabiegał, chociaż w głębi serca zazdrościł koledze Adamowi jego obrotności wśród obcych mu ludzi. „Zabiłem w sobie ten dowcip towarzyski, co w życiu popłaca”. Wiedział, że dla innych jest „dziwakiem mglistym” i wciąż od nich uciekał, by zagłębiać się w swoich własnych marzeniach, lekturach, przemyśleniach i naukach. Do wielu znajomych odnosił się później w listach bardzo pogardliwie –  „Tak nienawidzę czczo żyjących ludzi”.

 

Rozmowa z ludźmi jest to dla mnie jak pole, gdzie ja moje złote myśli, moje samotne marzenia na zdawkową rozmieniam monetę i rozsypuję.
 
Mię zaraz nasze panie chcą mieć za cycerona, a ja nie lubię się włóczyć ani rozprawiać o rzeczach, które każdy czuć powinien swoim czuciem i widzieć swoimi oczyma.
 
Kiedy po skończeniu [deklamacji] spojrzałem na tłum dam, obaczyłem oczy jednej ślicznej tak impertynencko zwrócone na mnie, że moje musiałem odwrócić, i znów spojrzałem, i jeszcze to samo spojrzenie – żeby tak długo, tobym zwariował. – Potem słyszę głos jednej damy po polsku pytającej się wszystkich o mnie. Była to pani Białopiotrowicz, którą w Dreźnie znałem. Ta skoro mnie spostrzegła, przyleciała z krzykiem: „Ach, serce pana!…” Odpowiedziałem, że się cieszę, jeżeli się jej moje serce podoba. Potem wmawiała mi, że u niej nie byłem – potem zapytała mnie, czy mam przy sobie pugilares, bo mi chce zapisać adres. Gdybym go był miał, to ręczę, że w pugilaresie znalazłbym coś ciekawszego niż adres, bo to sawantka. Ale ja z najzimniejszą krwią wziąłem ze stołu pióro i kawałek papieru i dałem te materiały nieromantyczne, co znacznie wenę jej osłabiło, tak że tylko o mieszkaniu dowiedziałem się.
 
Potrafił jednak, kiedy chciał, i na paniach robić wrażenie czarujące, czasem nawet nieco naciągane, jak na księżnej Survilliers:
Czasem szkic ruiny w Egipcie, pokazany zgrabnie, przekonywa ją fałszywie, że gdybym chciał, tobym był malarzem
 
Większość swojego życia spędził w podróży – w Szwajcarii, Egipcie czy we Włoszech.

  

MODA I URODA – jest to mój luks
Jeśli zawstydza Was to, że rodzice ciągle Was utrzymują, pocieszającym może zdawać się fakt, że Słowackiemu matka wysyłała pieniądze przez całe jego życie. On za to potrafił je trafnie zainwestować na giełdzie, a później wykorzystać do wydawania swoich dzieł. W zamian za pomoc finansową, Juliusz odwdzięczał się bardzo szczegółowymi opisami swoich wydatków.

 

Po przeczytaniu romansu Pelham przez pana Bulwer, z zamyślenia oswaldowskiego przeszedłem trochę do dandyzmu – i dziś właśnie udała mi się moja rola w ogrodzie Tuilleries: pierwszy raz ubiorem zwróciłem oczy dam – bo miałem białe szarawarki, kamizelkę białą kaszmirową, w ogromne różnokolorowe kwiaty, tak jak dawne suknie damskie, i kołnierz od koszuli odłożony – do tego dodajcie laseczkę z pozłacaną główką i glansowane rękawiczki, a będziecie mieli Julka…

 

Teraz wiedz, że ubieram się zawsze z dosyć wielką elegancją – jak to sobie kiedyś przyrzekłem za młodu, bojąc się, aby mnie zwykłe memu zajęciu się zaniedbanie kiedyś nie owładało… (…) najczęściej chodzę czarno, z małymi wyjątkami w szarawarkach lub kamizelce – nigdy prawie zupełnie czarno, bo to ma minę księżą… Mam także jedną oryginalność, to jest, że zawsze noszę żółtawo-blade białe rękawiczki – jest to mój luks, a nie bardzo kosztowny, bo cały czysto chodząc, nigdy ich prędko nie brudzę. (…) Zawsze tak staram się być ubrany, abym bez przebierania się mógł pójść wszędzie – a nigdy tak, aby widziano, żem się ustroił umyślnie… Taka jest moja polityka co do ubioru. 

  

TĘSKNOTA ZA MATKĄ 
Już Cię dawno nazwałem 10 muzą moją

 

Salomea Słowacka była dla swojego syna osobą najbliższą, utożsamianą z jego utracą Polską. Nie widzieli się przez 18 lat – zobaczyli się dopiero we Wrocławiu, krótko przed śmiercią Juliusza. Listy swoje kończył pozdrowieniami bardzo czułymi – „całuję oczki Twoje”. 
 
Jeden pocałunek posyłam Wam wszystkim – a Ciebie, moja droga, jeszcze ukradkiem, kiedy się inni odwrócą, w nóżkę Twoją całuję na kolanach przed Tobą.

 

Ja ci przysięgam, droga, iż w każdej chwili życia i w każdym postępku oczy moje obracają się za Tobą jak słonecznik.
 
O! Mamo, czemuż nie jestem z Tobą!
Powtarzałem po kilkakroć do siebie imię moje własne, próbując, czy go Twoim matczynym głosem nie wymówię.

 

Juliusz często snuł plany spotkania z matką, które długo nie mogły się spełnić.

 

Ja Ci się oddam cały, jak wtenczas, kiedy byłem w kołysce – a Ty może w moje spróchniałe serce wlejesz cokolwiek dawnej woni dzieciństwa mego, dasz mi trochę nadziei, przyzwyczaisz znów kochać – mnie, który jestem teraz zupełnie samotny i oduczyłem się wszystkiego złego… a i dobrego także wiele zapomniałem…
 

 

LITERATURA
W całych listach rozsiane są wzmianki o „dzieciach” – tak nazywał swoje dzieła Słowacki. Dowiedzieć się możemy także, czym w danej chwili żywił swój umysł – „Szekspir i Dant są teraz moimi kochankami”. Cieszył się ogromnie z wydania Kochanowskiego, które przesłała mu Salomea. Pisał zwykle nocą, a męczyło go to straszliwie. Sztukę nazywa zimną, marmurową kochanką.

  

MICKIEWICZ
Waśń pomiędzy naszymi Wieszczami jest już legendarna – nie zawsze jednak prawdziwa. Uczucie Juliusza do starszego kolegi było bardzo ambiwalentne.
I teraz nie uwierzycie, ile męki cierpię, ilekroć ludzie chcą zdanie moje o Adamie słyszeć. Nienawidzę go… 
Juliusz bardzo dbał o to, żeby nie wyglądać tak niechlujnie jak Mickiewicz, którego kiedyś wyrzucono z hotelu, ponieważ wzięli go za żebraka.
Na wieczorze był Mickiewicz – nie możecie sobie wystawić, jak po liderlichowsku [tzn. jak obdartus] wygląda z pomiętym od koszuli kołnierzem i we fraku zasmolonym…
 
Adam i Juliusz wspólnie improwizowali pewnego razu na jednym z kulturalnych wieczorów, lecz nieprzychylni Słowackiemu ludzie uknuli przeciw niemu intrygę i wymyślili te oto oszczerstwa – „1 abym ja jemu za tę improwizację oddał puchar – co było niby uznaniem mego wasalstwa; 2 napisali zaraz do dalekich pism (…) wielkie kłamstwo… jakoby mi Adam powiedział, że nie jestem poetą”
Sprawa została załagodzona przez samego Adama, który ujął Juliusza wspomnieniem o matce:
 [mówił], że Ty mu sama moje małe próbki dawno, dawno pokazywałaś, a on Tobie wtenczas przepowiedział, że mnie wielka i świetna czeka przyszłość… Tym wziął mię za serce i tego wieczora byliśmy z nim jak dwaj bracia – ściskaliśmy się – chodziliśmy opowiadając sobie nasze przeszłe zatargi…
Plotki, jakoby Słowacki „Pana Tadeusza” określił jako „opis wieprzowatości życia” wydają się nieprawdziwe w obliczu tego, co pisał o tym utworze matce:
Adama nowy poemat obudził we mnie także wiele dźwięków przeszłości. Bardzo piękny poemat – podobny do romansu W. Scotta wierszem napisanego. Dóm szlachcica – maluje się wybornie; heroina poematu, choć gęsi pasie, ma jakąś w sobie świeżość dawnych opisów – coś dziwnie zachwycającego prostotą… Wiele opisów miejsc – nieba – stawów – lasów jest mistrzowską ręką skreślonych.

 

PANIENKI
Mamo droga, Ty mnie swataj – i zalecaj, jak możesz, Twój zły towar.
 
Ze wszystkich przyjemności, które by mię jeszcze ciągnęły, zostają mi najpożądańsze wiejskie; lubiłbym polować, chodzić po lasach, mieć grono młodych panienek znajomych, grać im na fortepianie, uczyć po włosku, zakochać się w której…
Zdaje się, że Słowacki na temat miłości miał zdanie zbyt wybujałe, które nigdy nie było w stanie wcielić się w jego życie. Marzył i marzył, a marzenia jego pozostawały zawsze niespełnione. O swoich porywach serca nadmieniał zdawkowo, co niektórym badaczom nasunęło myśl, że musiał być homoseksualistą albo impotentem.
 
Damy dwie, które są w naszym domu, prześliczne z twarzy – i z urody, ale już mię ich piękność gipsowa doskonale znudziła. Chciałbym, aby przez dzisiejszą noc zbrzydły, a nabrały dowcipu i przyjemności – ale one zapewne nie chciałyby takiej metamorfozy.
 
Chciał matce donieść o tym, co się dzieje w jego sercu, ale uczucia jego szybko wygasały – pisał, gdy już brakowało mu słów i zapału.
Wszystko było snem smutnym, dość podobnym do wszystkich snów ludzkich – ale dobre, bo wyrwało mnie z odrętwienia
 
Czasem napomykał o swoich dawnych miłościach:
Mówią, że się Szopen z Marią Wodzińską, a niegdyś moją Marią, ożenił – może poszła za niego trochę z przyjaźni dla mnie, bo mówią ludzie, że Szopen do mnie jak dwie krople wody podobny. Jak to sentymentalnie pójść za człowieka podobnego temu, którego się pierwszą miłością kochało.
 
Potrafił też łamać serca, jak widać na przykładzie jego włoskiej przygody:
(…) aż tu nagle jedna z nich robi mi oświadczenie miłości na wschodzach i prosi o moją rękę. Roześmiałem się tak, że aż się zatrzęsła moja wieżyczka z belwederem. „(…) zamknąłem moje drzwi i czekam spokojnie, aż dziewczyna umrze z miłości, bo powiedziała mi wyraźnie, że nie przeżyje ciosu. Ale dotychczas zdrowa i spuszcza oczy ilekroć mię zobaczy>
 
SMUTEK
Juliusz był prawdziwie utalentowany, jeśli chodzi o trafne opisy melancholii i przemożnego weltschmerzu. Warto podchwycić eleganckie frazy, za pomocą których będziemy mogli skarżyć się znajomym na ból istnienia w sposób niezwykle stylowy. Szczególnie rozedrgani neurotycy będą mogli znaleźć w jego listach wiele materiału dla siebie – serdecznie polecam. Słowacki nazywał siebie pośmiertno-chodzącym – taki był jego stosunek do teraźniejszości. Wciąż badał i zgłębiał swoją osobowość, ale nigdy nie udało mu się wyleczyć z niemożności odczuwania szczęścia.

 

Lękam się, czy już nie umarłem, bo mi się zdaje, że już się nigdy kochać nie będę. W mojej głowie utworzył się jakiś obraz, jakieś wyobrażenie ogromnej miłości, niepodobne do osiągnięcia.

 

Szwajcaria – Wśród takiej natury trzeba być smutnym albo trzeba się kochać… Na mnie Bóg rzucił jakieś przekleństwo – na mojej drodze stawia mi lalki – zabawkę – serce moje żywię okruszynami uczuć… i w moich uczuciach nic nie ma wielkiego – oprócz tej jakiejś nieskończonej niespokojności – bez rysów prawie – a którą jednak widzę wszystkimi zmysłami.

Otóż, widzisz, Mamo, że ja zawsze taki sam – ciagle wkładam kamyki na własny grobowiec – a życie puszczam mimo siebie. Wszystkie przyjemności życia mijają mię […]

 

Tu jestem tak samotny, że nikt nie słucha moich marzeń

 

Ostrzeż mnie, kochana Mamo, jeżeli już w mizantropiją wpadam, ale zdaje mi się, że nie – to smutek tylko właściwy mojemu usposobieniu i czasowi, w którym Bóg kazał myśleć mojej machinie

 

W wieku lat 29 pisał:
(…) jest to dla mnie dziwny fenomen ta oziębłość dla wszystkiego i dla wszystkich. Czy to już starość? Lecz ja tak mało używałem serca mojego, że jeszcze młode być musi. – Chciałbym się znów odhartować w jakiej nauce suchej i dającej na co dzień nowe zagadki jak matematyka. Ten, kto doznał przesycenia idealnych marzeń, zrozumie i pojmie tę żądzę.
 
Jednak w ostatnim dziesięcioleciu swojego życia, zaczął napomykać o radości, tlącej się gdzieś głęboko. Jednak zdania o swoim dobrym samopoczuciu kontrastowały z opisami smutku i samotności, kilka linijek niżej, w tym samym liście. 
 
Przez długi czas z zaciśnionymi zębami i z ponurym czołem gotowałem się do życia – teraz żyję…

  

Skromny ten wybór cytatów z juliuszowskich listów do matki pragnę zakończyć, tradycyjnie, akcentem przyborowym. Jeremi Przybora w 1968 roku w ramach cyklu programów „Teatr Nieduży” napisał parodię Balladyny.
 
Balladyna ’68
w/g Słowackiego
spłycił oraz uprzystępnił Jeremi Przybora

 

W parodii tej Balladyna na końcu wyśpiewuje:
Ponurym rzecz kończyć finałem,
by całość wypadła z morałem –
manierze niedobreś tyś uległ,
brzydulek!
O, Julek!

  
A.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: